1 kwietnia, gdzieś w Andach..

1-wszo kwietniowy news był oczywiście żartem :)

Dzisiaj ekipa natknęła się na niezwykłe znalezisko! W końcu udało się dotrzeć do tajemniczego jeziorka na zboczach Ojos del Salado. Niestety okazało się, że jeziorko już wyschło. Jednak natknęliśmy się na dowód, że był tu ktoś przed nami! „

Nurkowanie w górskich jeziorach

Nurkowanie w Licancabur, High Lakes 2006 Expedition

Nurkowanie w górskich jeziorach nie jest popularnym zajęciem. Oprócz wysokości, problemem jest logistyka wyprawy. Dlatego wysoko położone jeziora są głównie przedmiotem zainteresowania naukowców. Jak rozwija się tam życie, jakie są warunki pod wodą, jaki jest skład chemiczny jezior? Najlepiej przebadanym z najwyższych jezior  jest  drugie co do wysokości jezioro Ziemi – Licancabur (pierwszym jest Ojos del Salado, ale nikomu na razie nie udało się do niego dotrzeć i tego potwierdzić – liczymy że nam się uda, choć jesteśmy już drugą ekipą naukową w tym sezonie, która tego próbuje). Naukowcy pod patronatem Instytutu Astrobiologii NASA w latach 2002-2006 odbyli szereg ekspedycji do jeziora w kraterze Licancanbur, w celu poznania go lepiej. Odbyli też wiele nurkowań. Początkowo były to nurkowania swobodne, a następnie, w 2006 r., wrócili nad jezioro ze sprzętem nurkowym. Byli oczywiście doskonale przygotowani i nurkowali na rebreatherach. To znacznie zmniejszało ilość kilogramów które trzeba było wnieść na górę, ale pomoc sporej ekipy porterów była i tak nieodzowna. Podobnie jak w naszym przypadku, sporo miejsca zajmował sprzęt pomiarowy. Podczas nurkowania narzekali jedynie na zimno. Po nurkowaniach oddychali profilaktycznie tlenem. Natomiast ich opowieści  o tym, co spotkali pod wodą są fascynujące. Zdjęcie pochodzi ze strony tego niezwykłego projektu naukowego. Więcej o ekspedycji na Licancabur tutaj:  http://highlakes.seti.org/CL10-31-06.html#11-26

Czwartek, 29 marca Laguna Pollaco

Paco i Kasia zeszli i zjechali w dół, dół, dół do Copiapo – 6.600 metrów w ciągu 24 godzin. My zostajemy jeszcze dwa dni, by zanurkować w jeziorze odkrytym kilka dni temu. Nazwaliśmy je roboczo Laguna Polacco. Porterzy przenieśli tam resztę sprzętu nurkowego, a my rozpoczęliśmy  przygotowania do nurkowania. Widać nadchodzącą jesień – niemal 80% jeziora jest zalodzonego, w porównaniu z 25-30%, gdy po raz pierwszy Maciek z Paco je dojrzeli raptem kilka dni temu. To efekt zmian pogody ostatnich trzech dni – niebo zasnute chmurami nie dostarcza już tyle ciepła. Około południa pogoda jest jeszcze dobra, chmury zasłaniają około połowę nieba. Patryk wchodzi do wody pierwszy. Wysokość 5.710 m n.p.m. daje się we znaki przy ubieraniu suchego skafandra i zakładaniu sprzętu. Na szczęście NITROX 36% po raz kolejny ułatwia złapanie i uspokojenie oddechu. Nie mamy problemu z odpowiednim dociążeniem się – woda jest całkiem słodka. Żeby zanurkować nieco głębiej należy wyłamać przynajmniej kilka metrów lodu od brzegu, na szczęście jest dosyć cienki (2-3 centymetry). Potem można już oderwać płetwy od podłoża i bez wzburzania piasku z dna podziwiać widoki pod wodą. Podążamy za nim. Zabawy jest co niemiara – można przesuwać po tafli jeziora krę o powierzchni 20-30 m2, dopłynąć do narożnika wyłamanej tafli lodowej, oprzeć się łokciami i podziwiać panoramę gór, włącznie ze szczytem Ojos, nieco już zasnuwającym się popołudniowymi chmurami. Widoczność pod wodą jest dobra, ok. 15 metrów, dno jest pokryte piaskiem i wystającym na 20-30 cm głazami. W pewnym momencie, płynąc tuż nad dnem, Maciek dojrzał czerwonawy kształt – ryba! – pomyślał. Jakżeż to niewiarygodne – w zbiorniku na tej wysokości, zupełnie odizolowanym od innych, zamarzniętym najpewniej przez większość roku, odkryliśmy życie! Tym dziwniejsze to, że na kamieniach nie było widać glonów, jezioro wydawało się jałowe. Maciek spróbował ująć zwierzę w rękawice i wypłynąć w ten sposób na powierzchnię, jednakże stworzenie umknęło z pułapki. Po wypłynięciu na powierzchnię i oznajmieniu pozostałej czwórce, że dostrzegł „coś żywego” spotkał się z salwą śmiechu i niedowierzania. Ale Patryk, wciąż jeszcze ubrany w suchy skafander, wziął aparat fotograficzny i zaczął przeszukiwać przybrzeżne wody, brodząc po pas. Bingo! Udało mu się ująć na matrycy dwa podobne stworzenia. W tak ekstremalnych warunkach może to być gatunek endemiczny, być może bardzo rzadki, albo wręcz nieznany! „To coś” miało ok. 1.5-2 cm długości; będziemy musieli się jak najszybciej skonsultować z taksologami, by ustalić, czy to była przedziwna ryba, czy też być może stadium larwalne jakiegoś płaza, czy też jeszcze coś zgoła innego. Nurkowie spędzili pod wodą po kilkanaście minut, zabawa dała tyle frajdy, że tylko podczas wchodzenia i wychodzenia czuło się wysokość. Nasi tragarze kręcili z niedowierzaniem głowami, całe to widowisko bardzo ich bawiło. Później wspominali, jakże ważna to była dla nich odmiana od codzienności – noszenia ciężkich plecaków utartymi szlakami na wciąż te same szczyty…

Wieczorem Partyk zabrał się za robienie zdjęć nocnego nieba nad Ojos. Kilkanaście minut eksperymentowania nad czasem ekspozycji dało piękne rezultaty. Mamy kilka wspaniałych ujęć rozgwieżdżonego nieba, Drogi Mlecznej oraz Obłoku Magellana tuż obok wierzchołka Ojos del Salado.

Środa, 28 marca, Ojos del Salado (6.893 m) – szczyt zdobyty!

Ostatni dzień ekspedycji dla Kasi ma się zakończyć silnym akcentem – zdobyciem szczytu Ojos del Salado! Raz jeszcze dzielimy nasz zespół na dwie grupy – Paco, Kasia i Carlos wybierają się na szczyt, a Patryk, Maciek, Zbyszek i Cocke mają dokonać dokładnych pomiarów dwóch jezior odkrytych dnia wczorajszego. Na szczęście intensywna terapia oka naszego portera przyniosła pozytywne rezultaty i decyduje się wybrać się razem z nami.

Do grupy szczytowej dołącza „Herminator” Hernan oraz niemiecki turysta, który zwiedza Chile rowerem. Reżim zdobywania najwyższych szczytów jest niemiłosierny – trzeba wstać tuż po 2-giej rano, wyjść ok. 4-tej rano, by największe chłody przed wschodem słońca przywitać rozgrzanym marszem i zdobyć szczyt przed południem, kiedy pogoda znacznie się pogarsza.

Grupa „jeziorna” w przeciwieństwie do „szczytowej” może się wyspać i ruszyć w podróż eksploracyjną, gdy słońce już przygrzewa. Pierwsze jezioro roboczo od imienia odkrywcy nazywamy jeziorem Patryka”. Dokładne pomiary laserowym dalmierzem wykazują długość i szerokość rzędu 22m x 19m, mniej więcej połowę rozmiarów jeziora Licancabur. Wysokość nad poziomem morza mierzona GPS wskazuje na 5.877 metrów, zaledwie 23 metry poniżej Licancabur. Patryk przebrał się w suchy skafander i zaczął spacerować po powierzchni jeziora, udając lodołamacz. Zebraliśmy próbki wody dla geomorfologów z UW, zmierzyliśmy grubość lodu (6-7 cm) i udaliśmy się do „jeziorka Maćka” – ponownie używamy tu roboczej nazwy od imienia odkrywcy. Jak nurkowie wiedzą, zakładanie i zdejmowanie suchego skafandra, nie jest czynnością łatwą, szybką czy przyjemną. Jak każdy sobie potrafi wyobrazić – ta sama czynność na wysokości niemal 6.000 metrów, przy ciśnieniu atmosferycznym o 50% niższym jest znacznie bardziej kłopotliwa. Patryk zdecydował się więc przejść pomiędzy jeziorkami w suchym skafandrze – zapewne jedyny taki trekking na takiej wysokości! „Jezioro Maćka” miało rozmiary 41m x 21m, było położone na wys. 5.865 metrów i podobnie jak „jezioro Patryka” jest zbyt płytkie by w nim zanurkować. Grubość lodu była niemal taka sama – 6-7 cm, ponownie zebraliśmy próbki wody do analiz fizykochemicznych.

Od powrotu do Refugio Tejos, grupa „jeziorna” wypatrywała „szczytowej” na najwyższej grani góry. Wreszcie pojawiły się sylwetki – wszystkie pięć. Niesamowite było podziwiać przesuwające się po skałach, lodzie i śniegu postaci, które były oddalone o kilka kilometrów w poziomie i 1000 metrów w pionie. Grupa „szczytowa” wróciła ok. 16-tej z sukcesem – udało się zdobyć szczyt Ojos del Salado – najwyższego wulkanu na świecie! Dodatkowo Kasia z Paco zrobili trawers krateru i zrobili kilka zdjęć na stronę argentyńską. Wprawdzie „naszego” jeziora na 6.350 m n.pm. nie udało się dostrzec (zasłaniało je zbocze Ojos), ale utrwaliliśmy na matrycy kilka innych – położonych niżej. Zdaje się, że strona argentyńska może być równie obfita w niespodzianki eksploracyjne jak chilijska. Kasia oceniła trasę na trudną, być może nawet trudniejszą niż nasze próby trawersu wschodniego. Wszyscy wspinacze byli niesamowicie szczęśliwi, choć zmęczeni i zziębnięci. Nasze obawy dotyczące pogarszającej się pogody potwierdzają się każdego dnia. Dziś chmury zebrały się wyjątkowo wcześnie i po południu mieliśmy ołów nad głowami. Tuż przed zmrokiem zaczął padać śnieg – po raz pierwszy podczas naszej ekspedycji. W innych wysokich górach to żadna nowość, ale tu, w jednym z najsuchszych rejonów świata nie zdarza się to często.

 

Wtorek, 27 marca, Ojos del Salado – kolejne odkrycia

Rozpoczęliśmy przygotowania do zanurkowania w 10-tym najwyższym jeziorze na świecie, które odkryliśmy raptem przedwczoraj. Ustaliliśmy trasę przemarszu z naszego obozu i „obciążyliśmy” tragarzy obowiązkiem przeniesienia butli i balastu. Po drodze Maciek z Patrykiem spędzili dłuższą chwilę podziwiając rozległe pole penitentów (niezwykłych lodowych iglic, które występują głównie w Andach). Od jeziora wracaliśmy do obozu okrężną drogą, raz jeszcze przechodząc przez miejsce, gdzie znaleźliśmy japoński namiot. Niestety nie znaleźliśmy żadnych dodatkowych szczegółów. Idąc w kierunku naszego obozu Tejos odkryliśmy dwa nowe jeziorka pokryte lodem! Są one niewielkie i nie dajemy im dużych szans, by miały dostateczną głębokość do zanurkowania, ale to, co nas podekscytowało to fakt, że były usytuowane na wysokości ponad 5.850 metrów, zaledwie kilkadziesiąt metrów poniżej Licancabura, najwyżej położonego jeziora w którym udało się zanurkować. W obliczu faktu, że wczoraj grupa eksploratorów dojrzała kilka jezior poniżej skalno-lawowej grani, natchnęło to nas nadzieją, że być może uda się odkryć jeziora nadające się do nurkowania powyżej poziomu 5.900 metrów po chilijskiej stronie Ojos del Salado.

Jezioro pod szczytem Ojos del Salado

Ojos del Salado

Na mapach świata zostało już niewiele białych plam. Jedną z nich jest niewielki  zbiornik wodny, położony na południowych zboczach Ojos del Salado – najwyższego wulkanu świata (6 890 m n.p.m.). Zbiornik wodny nie jest uwzględniony na oficjalnych mapach, zaś o jego istnieniu świadczą jedynie nieliczne zdjęcia. Uważa się, że jest to najwyżej położone jezioro świata (6 390 m n.p.m.) i że  najprawdopodobniej jest słone, lecz niewiele więcej o nim wiadomo. Najwyższy czas, abyśmy poznali je lepiej, a przede  wszystkim dowiedzieli się:  jakie są jego rozmiary i głębokość,  jakie jest pH oraz zbadali skład chemiczny i stopień zasolenia itp., czy jest pokryte lodem, a jeśli tak, to jaka jest jej grubość

Wtorek, 20 marca Laguna Verde (4.350 m) – nurkowanie

Galeria

W tej galerii znajduje się 9 zdjęć.

Po sobotniej przymiarce do nurkowania dziś wreszcie udało się nam zejść pod wodę trochę głębiej! Patryk ze Zbyszkiem zanurkowali w Laguna Verde ok. 12:15 lokalnego czasu. Nurkowanie było niezbyt głębokie – dno jeziora bardzo powoli się obniża. Zasolenie dało się … Czytaj dalej

Jak uzyskać rekord uznany przez Guinness’a?

Przygotowując się do wyprawy mieliśmy w planach próbę pobicia rekordu Guinnessa w nurkowaniu na wysokości. Obecnie nie ma żadnego oficjalnie uznanego rekordu w nurkowaniu na wysokościach. Za nieoficjalny rekord uznaje się nurkowanie w Licancabur w 1982 r. wykonane przez archeologa dr. Charles Brush’a  i trzech innych nurków.  W tym samym jeziorze bez sprzętu nurkowała dr Natalie Cabrol z ekspedycji NASA i do niej należy nieoficjalny rekord freedivingu, choć jezioro ma w najgłębszym miejscu zaledwie nieco ponad 5 m (5,2 m jak podają w swojej pracy naukowej z 2009 r. W. H De Smet and J. A. E. Gibson, którzy przeprowadzili badania w jeziorze).   W 2006 r. dr Cabrol zanurkowała ponownie w Licancaburze na obiegu zamkniętym, wykonując dwa kilkudziesięciominutowe nurkowania. Jeżeli udałoby się nam odnaleźć jezioro i zanurkować w nim, chcieliśmy aby zostało to oficjalnie potwierdzone. Skontaktowaliśmy się z organizacją Guinness World Records i nasze zgłoszenie zostało przyjęte. Otrzymaliśmy też dokładne wytyczne jak należy udokumentować wyczyn. Istotne też było, aby uzyskać patronat mediowy uznanego medium (to się udało), a także przedstawić dokumentację fotograficzną oraz uzyskać poświadczenie dwóch niezależnych świadków, nie będących członkami ekipy. Dlatego zdecydowaliśmy się na wynajęcie porterów nie związanych z nami, którzy zgodziliby się na weryfikację zeznań przez Guinnessa. Guinness przywiązuje ogromną wagę do niezależnych świadków, ponieważ ma ograniczone zaufanie do poświadczeń uczestników wyprawy.  Ciekawe dlaczego;)

Sobota, 17 marca Laguna Verde (4.350 m)

Galeria

W tej galerii znajduje się 9 zdjęć.

Dzisiaj ważny dzień – pierwszy dzień nurkowań na naszej wyprawie. Nurkowania wysokościowe są definiowane jako te,  które odbywają się na wysokości 300-3.000 metrów nad poziomem morza. My „na dzień dobry” wychodzimy poza te granice i nurkujemy na wys. 4.350 metrów … Czytaj dalej

Kolejne treningi

Korzystając z okazji, że jeziora zostały porządnie skute lodem, ekipa wybrała się na kolejne treningi w terenie. Pojechaliśmy do Olsztyna, gdzie trenowaliśmy różne możliwości wykucia przerębli – nie wiadomo, co zastaniemy na górze. Trenowaliśmy też asekurację i sytuacje awaryjne. Grupa musi być dobrze zgrana. Wielkie podziękowania dla CN Krokodyle za wsparcie, sprzętowe i psychiczne, cierpliwość i miłą atmosferę. Już wkrótce galeria z wyjazdu!